Szkiełko.

Nie ma już wokół mroźnej, wilgotnej nieplanowanymi opadami Finlandii.
Nie ma domu, w którym kręciłam się w wolne dni w zapachu kawy i ustawiałam nowe dekoracje wraz z nadchodzącymi świetami czy zmieniającymi się porami roku.
Nie ma już mojego konia, nie ma moich ścieżek w lesie, nie ma chłodnego lata, nie ma szczurzych podróżników.
Od końca stycznia jest Łódź, od dwóch lat Bajer, chorowity basset, jest bura, zimna i deszczowa wiosna, jest nieduża kawalerka w nieprzyjemnej dzielnicy.
Jest sporo przemyśleń, których miało nie być, dużo zgruzowanych planów i marzeń, do których nie doszło, ale przecież ponoć zawsze można sobie wyobrazić inne. Na ten moment trochę mi w tym wymyślaniu koślawo, więc skupiam się na prozaicznych marzeniach - dotyczących na przykład najbliższego weekendu bądź zdrowia psa, któremu uaktywniła się zapalona trzustka, rujnując większość wolnego czasu na rzecz stresu, zastrzyków, wycia z bólu, zarwanych nocy i obaw, czy wszystko się unormuje.

Przecież to chyba ta ironia losu, o której mówi się tyle w życiu, ale mało z niej rozumie.
Jeśli chcesz rozśmieszyć bogów - opowiedz im o swoich planach.
Sprawią, ze przyjdzie nam przemeblowywać życie, przesadzać zapuszczone korzenie, odcinać uschnięte gałązki i znów czekać na wiosnę.
Tylko jakaś wiara w niemożliwą moc we mnie troche jeszcze zimuje, drzemie i nie ma zamiaru się często budzić, choć miewa przebłyski, jak puszczone ukradkiem pąki.

Dochodzę po latach do wniosku, że żadne piwo pite w parku kiedyś - dziś nie będzie smakować tak samo.
Każda chwila kiedys magiczna, bo udoskonalona naszą pyszałkowatą pewnością, że już o życiu wiemy wszystko, jest nie do powtórzenia. Bo wiemy, jak mało wiedzieliśmy, wiemy, jak mało wiemy nadal i na wiedza bywa przerażająco paraliżująca.
Ta samotność, która kiedyś wydawała się nam tak pociagająca dziś jest jak coraz bardziej grząskie bagno, pokryte kożuchem z murawy po której stąpamy ostrożnie, by przypadkiem nie pękł nam pod stopami.
To wszystko, co myśleliśmy, że po prostu się ułoży - nie układa się tak zwyczajnie.
I nic nie jest w stanie tego zmienić.
Może kiedyś faktycznie - niczego nie będzie żal.
Ale jak każde nowe buty - trzeba je rozchodzić. To życie, nowe jeszcze przecież znów, nieco niepewne.


I uśmiechamy się coraz rzadziej, coraz niepewniej.

Komentarze

  1. Cholera,może jeszcze będzie lepiej? Raz na wozie, raz pod wozem.
    "Ważne sa tylko chwile, na które czekamy".Trzyma jsię!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Piórko na dłoni.

A case of You.