Posty

Forever young.

Obraz
Po raz drugi w życiu dane mi było obejrzeć finał "SoA".
Dla nie wtajemniczonych: moim zdaniem najlepszy serial, jaki napisano i stworzono.
Szczególnie cenię sobie w nim muzykę, od pierwszego, do ostatniego sezonu, od pierwszego odcinka, do ostatniego.
W chwili, gdy to piszę siłą uciszony zegar dziadka M. próbuje odegrać swoich dziesięć taktów.

Piję letnią już, zieloną herbatę jaśminową Dilmah i trochę łapię oddech.
Chciałabym wrócić do pisania regularnie, jak kiedyś, na swoim poletku w sieci, które przestało istnieć.


Układam się na nowo. Odganiam przy znanej muzyce dawne wspomnienia, nadbudowując na ich fundamentach nowe.
Staram się na starych ścieżkach stawiać zupełnie nowe ślady, łapać chwile, które im cenniejsze, tym ulotniejsze. Jadam truskawki tego lata, pierwszy raz od kilku lat polskie, oprószone jeszcze kurzem, piaskiem trochę zgrzytającym w zębach, zniosłam wiechć jaśminu do taniutkiego wazonika z Kauflandu.

Trochę moich rzeczy zostało w Finlandii, trochę za nimi t…

Szkiełko.

Obraz
Nie ma już wokół mroźnej, wilgotnej nieplanowanymi opadami Finlandii.
Nie ma domu, w którym kręciłam się w wolne dni w zapachu kawy i ustawiałam nowe dekoracje wraz z nadchodzącymi świetami czy zmieniającymi się porami roku.
Nie ma już mojego konia, nie ma moich ścieżek w lesie, nie ma chłodnego lata, nie ma szczurzych podróżników.
Od końca stycznia jest Łódź, od dwóch lat Bajer, chorowity basset, jest bura, zimna i deszczowa wiosna, jest nieduża kawalerka w nieprzyjemnej dzielnicy.
Jest sporo przemyśleń, których miało nie być, dużo zgruzowanych planów i marzeń, do których nie doszło, ale przecież ponoć zawsze można sobie wyobrazić inne. Na ten moment trochę mi w tym wymyślaniu koślawo, więc skupiam się na prozaicznych marzeniach - dotyczących na przykład najbliższego weekendu bądź zdrowia psa, któremu uaktywniła się zapalona trzustka, rujnując większość wolnego czasu na rzecz stresu, zastrzyków, wycia z bólu, zarwanych nocy i obaw, czy wszystko się unormuje.

Przecież to chyba ta iron…

Piórko na dłoni.

Dawno nie pisałam.
Nienawidzę jesieni, mówilam już?
Nie znoszę jej kolorowości, złota, burgundu, brązu. Nie znoszę. Jak je widzę rano, to od razu mam ochotę zakopać się pod koc i jak nie-dźwiedź przespać całą zimę.
Jesienią bowiem zawsze dzieje się źle u mnie, nas. Nie wiem, czemu, taka kolej rzeczy. Uspokaja się, gdy rano widzę na nagich drzewach szron, dachy posypane cukrem i samochodów do skrobania. Jak dziś. Zima przynosi ukojenie, jesień mną potwornie szarpie. Czas zachodów, zakończeń, umierania.

Jakiś czas temu pisałam, że nasz szary szczur, Dexter, miał wylew. Sytuację, mimo, że wydawała się byc krytyczną, udało nam się opanować. W 5 dni, od poniedziałku do piątku. W piątek Vincent stwierdził, że ten guz, co jest do zbadania we wtorek można rozdrapać i własnołapno-zębnie usunąć. I rozdrapał. Zero pogotowia dla zwierząt, 21.00, a my trzymamy wściekłego jak osa białasa, myjąc guziola i starając się nie dopuścić do kolejnego rozdrapania strupków. Podczas tej czynności Dex biega po ł…

A case of You.

Obraz
Dziś zdecydowanie dzień na "A case of You", które urzekło mnie od pierwszych dźwięków. Uwielbiam taką muzykę, jak cząstki duszy.

Posłuchajcie. Jak płynie.
A ja pokaże Wam weekend, który minął, a dokładniej sobotę, w Vaasie. Wybraliśmy się pieszo na długi spacer, zostawiajac auto w przystani.

 Nie wiemy, jak to się dzieje, ale w weekendy przeważnie dopisuje pogoda. Wychodzi słońce, milknie wiatr (i nie można puszczać latawca :C). Choć są tego plusy... jak widać :)












 Natrafiliśmy na jakiś...chyba gęsi, zlot? : ) kłębiły się ich tam dziesiątki, jak nie setki, głośno wyrażając swoje zdanie, a nam przysparzając uciechy :)




Oficjalnie zostaliśmy pełnoprawnymi posiadaczami Kela Kortti, na która baaaardzo długo czekaliśmy. Karty te pozwalają w FIN korzystać z lekarza i apteki ze zniżkami oraz innymi drobiazgami, zarezerwowanymi dla obywateli i stałych mieszkańców. Mamy więc już własne, permanentne ID, dostaliśmy Kela Kortti, w końcu zaczyna być z górki! Pozdrawiam serdecznie :)

Arogancja instynktu samozachowawczego.

Obraz
Czytam i subskrybuję facebooka pani Krystyny Jandy. Uważam, że jest to jedna z czołowych polskich aktorek, obdarzonych niesamowitą inteligencją emocjonalną, talentem i mądrością. Dziś znalazłam u niej cytat kolejnej aktorki, którą uwielbiam. Z podobnych względów.

Zapraszam do czytania.

"Ze zdumieniem przeczytałam te słowa Meryl Streep. Jakby i z mojej głowy wyjęte. Lepiej bym tego nie ujęła.

“Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury.

Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już nie spędzę ani minuty na tych, którzy chcą manipulować.Postanowiłam już nie współistnieć z udawaniem,hipokryzją, nieuczciwo…

Dżemorowo.

Obraz
Tak! Dorwałam się w końcu i do dyni, i do jabłek. I powstał - dżem, według wskazówek mojej Mamy. Z własnej inicjatywy dołożyłam do niego nieco kardamonu i cynamonu, a dla walorów estetycznych kilka jagód borówki : )







Pierwszy raz miałam do czynienia z takimi słoikami, nie mogłam znaleźć sposobu wekowania, ale okazuje się, że ten tradycyjny jest odpowiedni : )
Wymyty garnek po żółtym dżemorze przyjął w swoje wnętrze...







Borówkę połączyłam z gruszką, by ją złagodzić i dolałam troszkę miodu :)
Obydwa stoją i czekają na próby, jeśli będą smaczne dokupimy słoiki i zawekujemy więcej : )  Lubię sobie porządzić w kuchni, to odprężające, uspokajające. Muszę też mieć w niej wokół siebie porządek. Nigdy nie mogę zrozumieć i przyjąć poglądu, że dobry kucharz ma bałagan. Nie zgadzam się z tym absolutnie. Cokolwiek nie robię, kuchnia ma być czysta w miarę możliwości. Wy też tak macie?:)

Już pora.

Obraz
Panie: już pora. Wielkie było lato,
Cieniom zegarów pozwól - niech się dłużą
i po obszarach pozwól hulać burzom.
Owocom każ dopełnić się, a jeśli
potrzeba, daj im ze dwa dni gorętsze.
Do dojrzałości nakłoń je i ześlij
słodycz ostatnią w ciężkie wina wnętrze.
Kto teraz domu nie ma, już go nie zdobędzie.
Kto jest samotny, ten zostanie sam.
Czuwać i czytać, listy pisać będzie
długie i po alejach - tam i sam -
błąkać się w liści niespokojnym pędzie.

/R.M Rilke

Tak naprawdę nie lubię jesieni. Chciałabym ją nazywać poetycko: schyłkiem lata. Ale nie mogę. Lato budzi nas słońcem, nie mgłą. Otula gorącem promieni, nie wilgocią. Pozwala wieczorami narzucić chustę na ramiona i jeszcze raz pojechać nad rzekę, by pomoczyć stopy w wodzie. Jesień wczoraj znad tej rzeki wygoniła nas bezwstydnie, nadciągając burzowymi, ciemnymi chmurami nad głowy, zatopione w grze w tysiąca na drewnianym blacie ławy. Jesień jest jak kapryśna panna. Wszak wcześniej uraczyła nas słońcem, mimo bieli, która kojarzyła mi …