środa, 6 lutego 2019

Do wiosny.

Dni lecą jak szalone.

Przed chwilą był wieczorny chłód nadchodzącej jesieni, potem mokre, rozciapane deszczem ścieżki w burym lesie w listopadzie, szybki mróz w parku grudniem i mokry śnieg przed świętami. Przed chwilą odliczałam z lękiem dni do końca poprzedniej pracy, a dziś jestem już ponad miesiąc w nowej i nawet udalo mi się jechać do Finlandii na kilka dni. Jedno z moich ukochanych miejsc na ziemi nie zawiodło mnie - powitało srogą zimą (od -15 do -28 stopni mrozu!), wielkimi hałdami śniegu, grubymi płatkami sypiącymi się tak gęsto, ze nie widać było drogi przed nami w czasie porannego spaceru do biura, żelkami w markecie i zapachem, który jest tylko tam. Pamiętam jak pierwszt raz weszłam do K-marketu i ten zapach towarzyszy mi we wspomnieniach do dziś, niezależnie od tego gdzie ulokowany jest sklep.
















Nuuskamuikkusen

Nakupiłam żelek, przeżyłam najgorszą w życiu noc z grypą jelitową, zmarzłam za cała polską zimę i smutno mi było ogromnie, gdy trzeba było wsiadać do samolotu z powrotem i pożegnać się ze słowem luottamus.
Teraz i w Polsce zawiało, zaśnieżyło i zabieliło nieco ulice, aczkolwiek mam świadomość, że to wszystko zniknie wraz z nadchodzacym w weekend ociepleniem.
Moje osiedle o 4 rano z niedzieli na poniedziałek.
Bajerowi siadł nieco kręgosłup. jest na lekach, ale wył z bólu i schody okazały się przeszkodą nie do pokonania, łapki nie chciały go nosić.
Tak więc zamiast siedzieć w domu w weekend i wygrzewać się - zagrypieni jechaliśmy do weta szukać pomocy.
Po wizycie odsypiał cały dzień. I całą noc. Moj kochany nochal.
...Ale potem juz broił. Zastanawiamy się nad Timonem, sytuacja rozwiąze się jednak w kwietniu.

"Ogarniałem zabawki ja samotny, jak tyś bawiła się w najlepsze w pracy!"
Na szczęście mamy wokół cudnych sąsiadów i znajomych, którzy podrzucaja nam pomysły jak tego basseta niczym emeryta zbt energicznego w sanatorium uchować od zamordowania. Bo w momencie maksymalnego ograniczenia ruchu jak się wyspał, wyleżał to okazuje sie, że się staruszek nudzi niesamowicie. A co się z tym wiąże - nie daje mi żyć. Smęci, miauczy, wzdycha, jęczy, marudzi niemożebnie, a nocami łazi po domu jak jakiś duch i stęka. Kong, szperanie za pochowanymi smaczkami, piłki, gryzaki - wszystko jest w ruchu. Musi wytrzymać chociaż tydzień.

Tymczasem ja kupiłam piękną sukienkę w Stradivariusie na lato, myślę o sandałkach i nowych bryczesach, czekam na wiosnę i lato, ciepłe, pełne słońca poranki lub deszczowe, nagrzane, parne, grzmiące burzą popołudnia. Czekam na wybuch zieleni i lekkie buty. A w weekend jedliśmy raki...


Przymierzam się też do robienia własnej chemii w domu. I nie, nie będę Breaking Bad's ;) chciałabym jednak poszperać w przepisach na proszki do prania, czyszczenia, płyn do płukania... może wyjdzie taniej, a na pewno zdrowiej. Znalazlam też orzechy do prania, tylko jeszcze nie mam odwagi się ku nim zwrócić. Moze ktoś ma juz podobne doświadczenia i może się nimi podzielic?

Tymczasem z nadzieją, ze nie bedzie lać w weekend uciekam popracować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Panta rhei.

Dawno nas nie bylo. Zdążyła przyjść wiosna, zaziębić nas i rozgrzac, oblac sowicie deszczem i dosyszyc wiatrem. <3   Z nagich galezi...